Materialistyczne pojmowanie dziejów cz. 2

Marksizm jest jednym z kierunków myśli teoretycznej i, jak wszelki prąd naukowy, musi ratować sam siebie z bacznością nieprzerwaną przed tendencją naturalną ku przeobrażeniu się w sektę zamkniętą i skostniałą, w kościół dogmatyczny o kanonie wiary raz na zawsze ustalonym, żyjący w atmosferze ortodoksji zazdrosnej, herezji, uroczystych wyklinać odstępców. Jerzy Sorel, głośny przed niewielu laty przywódca ideowy francuskiego syndykalizmu rewolucyjnego, zwrócił z naciskiem uwagę na łatwość, z jaką twórcy doktryn popadają w pewnego rodzaju niewolę umysłową w stosunku do własnych zapatrywań, do komentarzy stronników, a ci ostatni znowuż wzajem wobec siebie.

Umiejętność przeciwstawienia się tej skłonności – to próba ogniowa dla zespołu ludzi, którzy chcą myśleć twórczo, wychodząc z określonych założeń jednakowych, którzy – słowem – stanowią kierunek osobny w jakiejkolwiek dziedzinie nauki. Szkoła marksowska trudności główne niewątpliwie już przezwyciężyła. Miała ich wyjątkowo dużo, była bowiem od początku nićmi najściślejszymi związana z wielkim ruchem społecznym, którego potrzeby i zrozumiała tęsknota mas do twierdzeń apodyktycznych, haseł jasnych, nieugiętych, obcych wątpliwościom i zastrzeżeniom, wpływać musiały na zaciszne pracownie uczonych. A jednak umysły najtęższe w obozie socjalistycznym potrafiły rozwinąć i pogłębić marksizm w postaci jedynie możliwej, jako metodę myślenia i badania naukowego.