Materialistyczne pojmowanie dziejów cz. 6

Wreszcie w lutym r. 1848 Karol Marks i Fryderyk Engels proklamowali w „Manifeście Komunistycznym” słynną zasadę, że „historia wszystkich dotychczasowych społeczeństw była tylko historią walk klasowych”.

W ten sposób pojęcie klasy zyskało wyraźną cechę charakterystyczną. A jednak w literaturze socjalistycznej, jeśli idzie o ścisłe sformułowanie określenia, niema dotąd poglądu jednolitego. Marks przestrzegał w II Tomie „Kapitału” przed utożsamianiem klasy z grupą zawodową. Ten błąd jest bowiem najczęstszy. Edward Bernstein proponował uznać za cechę podziału społeczeństwa pod względem klasowym — stopień zabezpieczenia materialnego różnych grup ludności. Z punktu widzenia teoretyka rewizjonizmu niemieckiego trzeba by tedy mówić, jak słusznie zauważa Tuhan-Baranowskij, nie o robotnikach, przemysłowcach, właścicielach ziemskich, lecz o klasach „bogatych” i „biednych”. Sądzę, że nie znaleźlibyśmy w danym wypadku zadawalającego rozwiązania zagadnienia. Przede wszystkim Bernstein wysuwa znamię ilościowe, jako cechę odróżniającą, co przy badaniu zjawisk społecznych nie przynosi żadnej korzyści: nikt nie powie, gdzie się kończy bieda a zaczyna bogactwo, tak samo, jak niepodobna ustalić, kiedy składane w jednym miejscu kamienie zasługują już na miano kopca. Poza tym ze stanowiska metody marksowskiej niewystarczalność określenia staje się od razu jasną.