Materializm dziejowy

Pozostaje mi zrobić jeszcze jedno, ostatnie zastrzeżenie.

Materializm dziejowy bywa nieraz ujmowany, jako metoda, zapoznająca wpływ narodowości i rasy na psychikę społeczną. Przeciwnicy nasi operują chętnie tym zarzutem; niektórzy pisarze socjalistyczni potwierdzali poniekąd jego zasadność, usiłując redukować do minimum znaczenie czynników wymienionych. Postępowanie takie nie ma nic wspólnego ze sposobem myślenia szkoły marksowskiej. Zagadnienie rasy należy do najtrudniejszych w socjologii, zwłaszcza, że brak dzisiaj na świecie typów rasowo czystych. Wszyscy jesteśmy w większym czy mniejszym stopniu mieszańcami. Rasa – to fakt genetycznie prahistoryczny, kształtujący w pewnym zakresie duszę człowieka, jako gatunku biologicznego. Istnieją bezspornie określone właściwości psychiczne aryjczyka, semity, murzyna albo anglo-sasa, słowianina, germanina. Szkoła marksowska temu wcale nie przeczy. Teza nasza brzmi zgoła inaczej.

Społeczeństwo, stanowiące przedmiot badania, jest nam dane, jako zbiorowisko ludzkie o charakterze rasowym już określonym, bądź też zmieniającym się wskutek faktów historycznych nauce znanych, na przykład podbicie Słowiańszczyzny rosyjskiej przez Tatarów, małżeństwa murzynów z białymi w niektórych okolicach Stanów Zjednoczonych. W pierwszym wypadku twierdzimy, że t. zw. czynnik rasowy przełamuje się przez pryzmat położenia klasowego jednostki, zanim wpłynie na jej sposób myślenia i odczuwania. Słówko „zanim4″ nie oznacza tu pierwszeństwa w czasie. Po prostu robotnik i mieszczanin polscy inaczej reagują psychicznie, a co za tern idzie, i czynnie na te same zjawiska, aczkolwiek w obu płynie krew słowiańska. Pojęcie rasy nie wystarcza, gdy pragniemy zrozumieć dzieje określonego społeczeństwa klasowego. Odwołując się doń, wkraczamy na teren, pełny niewiadomych, o konturach mglistych, nieuchwytnych. Wartość naukowa wniosków i związków przyczynowych spada nisko.

Jeżeli mowa o modyfikacjach rasowych, dokonywujących się w granicach historii znanej, materializm dziejowy nie usuwa ich bynajmniej z obrębu swego zainteresowania. I tu widzi zależność wzajemną. Podstawa ekonomiczna, struktura klasowa, nagromadzony poprzednio kapitał kulturalny oddziaływają z kolei na wpływ nowych pierwiastków rasowych, przeobrażając je bardzo gruntownie. Skuteczności naukowej naszej metody w niczym to wszystko nie narusza.

Podobnie, chociaż nie tak samo, rzecz się ma z czynnikiem narodowościowym. Wymaga on jednak omówienia szczegółowego, co też uczynimy w rozdziale następnym.

Antonio Labriola ostrzegał z całym naciskiem ludzi myślących przed „werbalizmem”, to jest skłonnością do przypisywania terminom utartym znaczenia rozstrzygającego dla zrozumienia kryjących się za niemi pojęć. Ostrzeżenie – szczególniej ważne, gdy mowa o metodzie historycznej marksizmu. Mimo woli przenosimy na materializm dziejowy nasz stosunek do materializmu filozoficznego. Tymczasem niema tu żadnych punktów stycznych.

Jak słusznie zauważył Kazimierz Krauz, problemat teorii poznania, przeciwstawiany skutecznie materialistom filozoficznym, nie istnieje dla socjologii marksowskiej, leży bowiem w zgoła innej dziedzinie nauki. Z tego punktu widzenia Krauz, jako socjolog, mógł „nie spodziewać się wielkich rzeczy” po rzuconym przez część rewizjonistów niemieckich haśle „powrotu do Kanta”. Ale całość światopoglądu socjalistycznego wygrała na nim niewątpliwie.

Nazwa „materializm dziejowy” powstała pod wpływem atmosfery kulturalnej połowy XIX stulecia. Materializm filozoficzny, straszna broń w rękach mieszczaństwa, walczącego przeciw szlachcie feudalnej i sprzymierzonemu z nią klerykalizmowi, panował wtedy nad umysłami inteligencji europejskiej. W epoce pomieszania socjalizmu z radykalizmem mieszczańskim nastąpiło przeniknięcie odnośnych prądów filozoficznych do obozu robotniczego. Był czas, gdy szanujący się marksista uważał nieomal za punkt honoru uznawać tylko „materię” i „walczyć osobiście” z Panem Bogiem. Środowisko socjalistyczne mogło łatwo stać się środowiskiem pod względem filozoficznym wręcz zacofanym.

I tu właśnie „powrót do Kanta” zrobił swoje. Nie tylko rozszerzył horyzont badań szkoły marksowskiej, podnosząc na poziom odpowiednio wysoki problem etyczny, ale przede wszystkim zdołał przezwyciężyć konserwatyzm myślowy, właściwy każdemu ruchowi społecznemu.

W ogóle stosunek socjalizmu a więc i marksizmu do nowoczesnej myśli filozoficznej domaga się pilnie gruntownego opracowania. Kant już dzisiaj nie wystarcza. Jestem przekonany, że we wspaniałej twórczości Bergsona szkoła marksowska znajdzie wiele myśli zapładniających naszą doktrynę.

Na razie poprzestać muszę na stwierdzeniu, że materializm dziejowy nie powinien być ani zbliżany do jakichkolwiek odmian materializmu filozoficznego, ani – tym bardziej – z niemi utożsamiany.

By skończyć, rzućmy raz jeszcze okiem na przebytą drogę. Widzieliśmy, jaką rolę w materialistycznym pojmowaniu dziejów odgrywa pojęcie klasy społecznej, jej przeszłość, jej walka i postawa czynna wobec świata. To mi pozwala sformułować ducha socjologii marksizmu.

Nic łatwiejszego z chwilą, gdy się rozpoczyna badanie praw rozwoju społecznego, jak wpaść w fetyszyzm. Gdzieś poza nami, poza naszą wolą, poza wysiłkiem świadomym tworzy się historia. Jesteśmy jej świadkami raczej, niż współtwórcami. Schylamy czoło przed „Madonna Evoluzione”, nowym bóstwem obozu postępowego mieszczaństwa.

Metoda historyczna marksizmu prowadzi do stanowiska wręcz przeciwnego.

Dzieje narodu i ludzkości – to wysiłek nieustanny klas społecznych, dźwigających w toku walk i zmagań się wzajemnych kulturę, politykę, gospodarstwo kraju. Dzieje przyszłości najbliższej – to twórczość klasy robotniczej, coraz bardziej świadoma i zorganizowana. I wreszcie – uogólniając – „najdumniejsza myśl”- wedle słów Stanisława Brzozowskiego – „ludzkość, jako własne swe świadome dzieło”. Tu leży tajemnica wiecznej młodości i rozmachu metody marksowskiej.