Stosunek socjalizmu do patriotyzmu

Myślenie w kategoriach klasowych o zjawiskach społecznych pozwala rozwiązać jedno z zagadnień podstawowych, jakie stoją dzisiaj przed polityką socjalistyczną. Mówię o stosunku socjalizmu do patriotyzmu.

Patriotyzm kojarzymy ściśle z pojęciem narodu. To ostatnie zaś tak samo, jak w rozdziale poprzednim pojęcie klasy społecznej, wymaga dokładnej definicji.

Najczęściej spotkać można metodę wyliczania wszystkich cech, które autorowie poszczególni uważają za charakterystyczne. Socjologowie włoscy, poczynając od Pascala Mancini, wymieniali zazwyczaj wspólność terytorium, pochodzenia, obyczajów, języka, przeszłości dziejowej. Niektórzy dodawali jeszcze wspólność religii i praw. Zapatrywaniom podobnym hołduje wielu pisarzy także w innych krajach.

Ze stanowiska logiki formalnej nasuwa się zarzut, że wszelkie określenie „przez wyliczenie” (enumerationem) łatwo prowadzi do sprzeczności bardzo jaskrawych. Nigdy bowiem nie jesteśmy pewni, czy uwzględniliśmy naprawdę wszystkie cechy istotne, a poza tym sama kwalifikacja istotności należy do przeżyć już zupełnie podmiotowych. Jeżeli, na przykład, „wspólność praw” gra rolę rozstrzygającą, Polacy przez cały wiek XIX nie stanowili wcale narodu. Jeżeli decyduje pochodzenie, jakże wytłumaczyć zespolenie Normandów, Anglów, Sasów, Jutów w jeden naród angielski.

Rzecz naturalna, każda z pośród cech, które wymieniają uczeni włoscy, posiada znaczenie, jako czynnik dodatkowy, pomocniczy przy ustalaniu naszego pojęcia. Odnajdujemy je w przeważnej ilości wypadków, gdy badamy poszczególne narody konkretne, ale nie zawsze pod względem faktycznym i nie koniecznie, o ile idzie o postulat logiczny.

Budowano teorie, łączące naród z pojęciem państwa nieomal w jedną całość. Rene Johannet  nazywa narodem grupę ludzi, zdolną do utworzenia państwa narodowego. Tu wpadamy w subiektywizm absolutny. Któż będzie ustalał, czy dana grupa ludzka posiada ową zdolność, jeżeli nie potrafiła jej dotąd zrealizować.

Z przyczyn analogicznych nie wytrzymują krytyki poglądy, które chcą szukać cech odróżniających pojęcia narodu w psychologii jednostek, wchodzących do jego składu. Zdaniem Emila Durkheima „narodowość jest grupą ludzką, której członkowie ze względów etnicznych lub historycznych pragną żyć pod tymi samymi prawami, tworzyć jedno państwo…” W naszej nowszej publicystyce p. Mieczysław Szerer sądzi, że „rozstrzygają tu (w określaniu pojęcia narodu) nie jakieś przedmiotowe objawy, lecz właśnie czysto podmiotowe odczucie przynależności i odrębności zbiorowej, do którego dodajemy tu wolę utrzymania swoistości danego zespołu…”

Z tego punktu widzenia masy włościańskie należałoby postawić prawie w całej Europie aż do progu XIX stulecia poza obrębem narodów, Polska przedrozbiorowa byłaby nie tylko państwem ale narodem szlacheckim.

Pozostawiam na uboczu nieudane próby utożsamienia narodu z rasą. Sprzeczność tego poglądu ze wszystkimi znanymi faktami jest oczywistą. Jak dotąd, odrzuciliśmy różne rozwiązania. Wydaje mi się, że przyjąć można, jako podstawę, określenie, które zaproponował Otto Bauer. Wedle formuły teoretyka socjalizmu niemiecko-austriackiego, naród jest „wspólnotą losu historycznego”; polega ona z jednej strony na „wspólnocie naturalnej” (Naturgemeinschaft), tj. na przechodzeniu z pokolenia na pokolenie pewnych, wytworzonych historycznie, właściwości naturalnych; z drugiej – w grę wchodzi „wspólnota kulturalna”, również powstała historycznie, w wyniku wspólnej historii społecznej, politycznej, gospodarczej, przyrodniczej, wartości kulturalne w dziedzinach myśli, uczucia, emocji. Mamy tu jednakowy w zasadzie stosunek zbiorowy do rzeczywistości.

Określenie Bauera obejmuje większość cech, o których wspominają inni pisarze. Wysuwa ono zarazem na plan pierwszy rzecz najważniejszą: charakter historyczny pojęcia narodu. Nie wpada w jednostronność, „wspólnota naturalna” jest pojęciem o wiele szerszym od wspólności pochodzenia, a „wspólnota losu historycznego” – od sumy wyliczanych mozolnie cech charakterystycznych. Pozwala na odróżnienie narodu od pokrewnych grup ludzkich, na przykład od szczepu, plemienia. Uwzględnia wreszcie punkty wartościowe teorii psychologicznych, ponieważ „wspólnota kulturalna” ogarnia także cały świat przeżyć podmiotowych jednostki, wchodzącej w skład narodu, nie stawiając jednak określonej formy odczuwania, jako warunku, by dany zespół ludzki mógł tworzyć „prawdziwy” naród.